Mój wpis na temat taniego wypadu na Karaiby wywołał wiele pytań. Bardzo się cieszę że mogłam kogoś zainspirować. Obiecałam wpis o noclegach na Martynice. Patrząc na mapę i planując wstępnie zwiedzanie, uznałam że będziemy spali w 3 różnych częściach wyspy. Martynika jest bardzo bezpiecznym miejscem, ludzie są przyjaźni, bardzo duża ilość noclegów jakie oglądałam miało oceny powyżej 9.5 na 10 🙂 Ceny są dosyć drogie, wertowałam różne opcje, wzięłam raczej takie budżetowe, ale każdy był trafiony. Moje kryteria to zwykle dobra lokalizacja, basen albo coś co mnie zajawi 🙂

Pierwszy nocleg – okolice Fort De France

Zacznę od pierwszego i najbardziej oryginalnego miejsca do spania, z którego foty wywoływały najwięcej pytań. Znajomi widząc nasze relacje pisali nam że jesteśmy szurnięci, ale było naprawdę extra. Szukałam miejsca blisko lotniska, lądowaliśmy w nocy, po długim locie, braliśmy auto i zależało nam na szybkim transporcie na miejsce. Przeglądając booking trafiłam na tę nietypową ofertę i się zakochałam 😉 Domek w środku dziczy wydał się idealny, miał parę wad typu brak klimatyzacji czy łazienka na zewnątrz ale to przecież wakacje, a Martynika to egzotyka i wyjście ze strefy komfortu idealnie sprawdzą się początku wyjazdu. Jak to mówią albo grubo albo wcale 🙂 Na miejscu zjawiliśmy się około 23, właściciel obawiał się że schody mogą być problemem dla naszego 2.5 letniego synka, w wyobraźni myślałam że pewnie chodzi o kilka stopni przed domkiem. Jednak nieco się zdziwiłam…

Po pokonaniu tych schodów (tylko część jest na fotce bo nie chciałam zawalać wpisu) trafiliśmy do naszego domku. Wokół nie było żywej duszy, jedynie bardzo donośne dźwięki dżungli. Domek składał się z dwóch osobnych pokoi zamykanych na klucz, kuchnia i łazienka znajduje się na zewnątrz. Nie wzięliśmy pod uwagę że lądując tak późno, w dodatku w niedzielę nie będzie gdzie kupić jedzenia. Na szczęście nasi gospodarze przygotowali dla nas powitalny posiłek, kurczaka z ryżem po kreolsku, lemoniadę ze świeżymi owocami, lokalne owoce, których Martynika jest pełna, oraz ciastka. Sporo podróżujemy i nigdy nie trafiliśmy na takie serdeczne przyjęcie. Okolica była naprawdę magiczna, wokół nas rosły dzikie ananasy, kokosy, mango i inne dziwne rośliny.

jaszczurka

Jak typowa baba bałam się wszystkiego co się tam rusza a Martynika takich stworzeń jest pełna. Akurat to na mnie wszedł jedyny pająk obecny na tym wyjeździe. Przy takiej ilości jaszczurek to aż niemożliwe żeby jakiś się ostał, a jednak czekał specjalnie na mnie w moskitierze. Nigdy nie zabijam żadnych owadów, a mąż złapał go w szklankę. Jak podeszłam zrobić foto prawie dostałam zawału bo z dachu skoczyła jaszczurka żeby go zjeść, napotkała jednak szklaną barierę 🙂 Udało nam się go wypuścić gdzieś dalej, ale pewnie czaiło się na niego już wiele innych. Wygląda obrzydliwie ale jest całkowicie niegroźny.

Spędziliśmy tam trzy dni. Trochę obawiałam się o dzieci bo są przyzwyczajone do innej jakości noclegów w podróży, jednak nie chciały wyjeżdżać, do dziś twierdzą że to był nasz najlepszy nocleg w jakim kiedykolwiek spaliśmy. Bardzo go polecam, do dyspozycji jest również domek położony wyżej, przy nim znajduję się mały basen, trampolina dla dzieci itp. Idealne miejsce żeby naprawdę wrzucić na luz w życiu.

Nasza łazienka 🙂

Nocleg w Le Marin

Kolejnym etapem był nocleg w centralnej części wyspy, postawiliśmy na dwupokojowe mieszkanie z bookingu. Po 3 dniach spania w domku miło było przeskoczyć do takiego miejsca, był tam dostępny basen przy którym wieczorem sobie grillowaliśmy.

Kolejny gospodarz również okazał się przesympatycznym facetem, przygotował dla nas dżemy domowej roboty, pieczywo, lokalne kakao i ręcznie robione mydełka. Nalegał żebyśmy zabrali je ze sobą, udało mi się dowieźć te dżemy w podręcznym bagażu do Polski.

Ostatni nocleg na Martynice

Nasz pobyt był intensywny, na sam koniec udaliśmy się na dwie noce na samo południe wyspy, słynące z rajskich plaż. Wzięliśmy bardzo dobrze oceniony nocleg, na miejscu okazało się że jest to studio nad morzem na zamkniętym osiedlu. Właścicielami okolicznych mieszkań są zwykle francuzi, którzy przyjeżdżają na Martynikę na urlopy lub wynajmują miejsca turystom. W centrum ośrodka była super knajpa z basenem, serwowali pyszne owoce morza, drinki i koktajle. Szef kuchni osobiście robił mi rzeczy na spróbowanie przed zamówieniem, żebym nie brała kota w worku.

Pan od którego wynajmowaliśmy mieszkanie nalegał i zabrał mnie na spacer po okolicy i pokazał mi wszystkie atrakcje dla mnie i dla dzieci. Przyjemna okolica, 10 minut spacerkiem do centrum i kuchnia na balkonie – przypadło mi to do gustu 🙂 Dzieciaki również się nie nudziły.

Noclegi kosztowały nas około 2500zł. Jeśli jeszcze nie korzystaliście z airbnb, z naszym linkiem macie niżki na:

Booking 50zł http://www.booking.com/s/21_8/petzor87

Airbnb – https://www.airbnb.pl/c/katarzynaw2461?currency=PLN

Mój poprzedni wpis o Martynice znajdziecie tutaj.

Linki do noclegów

Pierwszy nocleg to Ecolodge Creole, kolejny JPMO i ostatni Studio Capucine.

Komentarze

komentarzy