Mierzeja Wiślana to piaszczysty wał, który ciągnie się od Gdańska aż do granicy z Federacją Rosyjską. Oddziela Zalew Wiślany i Żuławy Wiślane od otwartych wód Zatoki. W sezonie jest tutaj sporo turystów, którzy cenią sobie wyjątkowy klimat tego regionu. Czym charakteryzuje się Mierzeja? Zachwycają małe, rybackie wioski, w których życie toczy się jak za dawnych lat i piękna przyroda. Wybierając ten kierunek, niezależnie od miejsca pobytu będziecie mieli na wyciągnięcie ręki piaszczyste plaże, rezerwat oraz zalew. Miłośnicy dwóch kółek z pewnością docenią ścieżkę rowerowa R10, która przebiega przez cały teren mierzei. Jeśli nie zabraliście roweru ze sobą nie martwcie się, na miejscu można je wypożyczyć.

Piaski – ostatnia polska miejscowość

Swoją wycieczkę rozpoczęłam w urokliwej wsi Piaski, która jest ostatnią polską miejscowością na Mierzei. Pierwsze co mnie uderzyło to spokój – zaskoczył mnie brak tłumów i rozwiniętej infrastruktury turystycznej. Mieszkańcy żyją głównie z rybołówstwa, o czym można przekonać się spacerując po gwarnym porcie, pełnym kolorowych kutrów, sieci i sprzętu do połowu. Wszystko można sobie spokojnie pooglądać, spacerując przy różnorodnych łodziach. Jak szukacie malowniczej portowej wioski, w której czas płynie zgodnie z rytmem dnia, z dala od zgiełku miasta, to dobrze traficie. Dzikie plaże i szumiące lasy aż proszą się o długie spacery. Na miejscu zjecie naprawdę świeże ryby, możecie pojeździć na rowerach i nic więcej! Nie uświadczycie tutaj typowych turystycznych atrakcji, możecie za to poczuć prawdziwy nadmorski klimat i obserwować życie codzienne mieszkańców. Nie ma tu wielkich hoteli i hałaśliwych lokali, raczej pokoje u lokalnych gospodarzy. Atutem jest bliskość do wszystkich innych atrakcji tego regionu, do których łatwo dotrzeć. Kolejnym punktem wyprawy był niedaleki punkt widokowy, związany z nadmorską legendą sprzed lat.

Mierzeja Wiślana i kryjówki piratów

Piraci zawsze wybierali ustronne miejsca, w których mogli się ukrywać i pilnie strzec swoich skarbów. Nie jest to popularny temat, ale jak ktoś lubi drążyć to na pewno się nie zawiedzie, bo na Bałtyku sporo się kiedyś działo. Dawniej Mierzeja Wiślana nie była stałym lądem, a pojedynczymi wyspami. To właśnie na jednej z nich stoi największe wzgórze w okolicy, które wznosi się na 40 m n.p.m. Legenda głosi, że to właśnie z niego stary pirat codziennie obserwował morze i planował kolejne grabieże. Podobno do dziś nie odnaleziono jego skarbów, które ukrył pod ziemią. Na podstawie tej historii wzgórze nosi nazwę Góry Pirata. Osobiście nie dziwię się, że wybrał takie miejsce do wielogodzinnych obserwacji, a nawet ukrycia swoich skarbów, bo sama miałam ochotę siedzieć tam do zachodu słońca. Po wejściu do lasu czekał mnie kilkunastominutowy spacer, w którego trakcie słychać było niezwykły śpiew ptaków.

Na szczycie znajduje się wieża, z jednej strony można podziwiać bezkres morza a z drugiej zalew Wiślany. Jednak nie tylko panorama sprawia, że to niezwykłe miejsce. To właśnie tutaj ornitolodzy z całego kraju mogą obserwować miliony ptaków, które migrują pomiędzy Europą a Afryką. To przede wszystkim miejsce badań naukowych. Ptaki przelatują nad lądem, który ma w tym miejscu tylko 800 metrów szerokości, potrafią się wtedy skoncentrować w grupy liczące setki tysięcy osobników. Miejsce jest świetnie przystosowane dla turystów, którzy nie mają pojęcia o ornitologii. Nie musicie się martwić, na całej trasie oraz wieży umieszczone są tablice informacyjne. Nie ukrywam, że czytałam je z zaciekawieniem. Co ciekawe, podobny punkt w Europie znajduje się tylko na Gibraltarze. Nie jest to jedyny punkt widokowy w okolicy, warto zajrzeć jeszcze na pobliski Wielbłądzi Garb.

Krynica Morska – serce Mierzei

To najbardziej znana miejscowość na Mierzei, która latem tętni życiem. Jest tutaj doskonała infrastruktura w postaci bazy noclegowej oraz atrakcji. Jest tutaj najcieplejsza woda na całym polskim wybrzeżu, w dodatku na plażach odbywają się animacje dla najmłodszych pociech, co sprawia, że to wymarzony kierunek dla rodzin. Spacerując po Krynicy warto przejść się trasą „Krynicki Starodrzew”. Obowiązkowo trzeba iść na spacer po porcie, warto też zerknąć na latarnie morską. Poprzednia niestety została zburzona w 1945 roku, ale na jej miejscu stoi już nowy obiekt.

Zuławy i niezwykli przybysze

Mierzeja Wiślana to również ciekawe okolice, będąc tam koniecznie zarezerwujcie sobie czas na pobliskie. Żuławy kojarzycie pewnie ze szkoły, ponieważ jest to teren depresji, czyli leżący poniżej poziomu morza. W praktyce oznaczało to, że był to niezwykle trudny teren do życia, upraw i hodowli. Sama lokalizacja przy traktach handlowych i bliskość Gdańska sprawiła, że niektórzy się tam osiedlali.

Sytuacja zmieniła się, kiedy w XVI przybyli tutaj osadnicy z Niderlandów. Uciekli do Polski z powodu prześladowań religijnych, u nas odnaleźli spokój. Co prawda trafili na nieużytki, ale dzięki doświadczeniom z ojczyzny doskonale poradzili sobie z osuszaniem podmokłych terenów. Wprowadzili tutaj prawdziwą egzotykę kulturową i kulinarną. Przywieźli ze sobą sporo przepisów, które podbiły m.in. serca gdańszczan. Dzięki nim rozkwitło tu m.in. serowarstwo i browarnictwo. W połączeniu z lokalnymi produktami na Żuławach powstała kuchnia, która w dzisiejszych czasach jest określana jako taka z górnej półki. Wyobraźcie sobie tylko – sery, raki, jesiotry, wędliny a do tego rzemieślnicze browary. Mennonici ze względu na wiarę, nie mogli brać udziału w konfliktach zbrojnych. Wszyscy opuścili Polskę w 1945 roku przed nadejściem Armii Czerwonej.

Charakterystyczne dla Żuław są drewniane domy podcieniowe. Ilość podcieni określała wielkość majątku gospodarza, im było ich więcej tym wyższy był jego status materiały. Nie miały jednak tylko funkcji reprezentacyjnych, ale również praktyczne. W stropie nad podcieniem trzymano zboże, można było dzięki temu je łatwo przeładować. Niestety, w ostatnim stuleciu wiele z tych domów uległo zniszczeniu.

Jeden z nich, trafił w ręce prawdziwych pasjonatów. Ten trzystuletni dom z podcień dobudowanym w pierwszej połowie XIX wieku to jeden z najlepiej zachowanych tego typu obiektów na Żuławach. Został zakupiony w 2013 roku za cenę drewna opałowego. Właściciele postanowili przywrócić mu dawną świetność i zmienić jego lokalizację na Żelichowo, proces przeniesienia trwał aż 10 lat. Już na pierwszy rzut oka widać ogrom pracy, jaki wnieśli gospodarze, dopieszczone są wszystkie detale.

Znajduje się tutaj karczma „Mały Holender”. Nie jest to tylko ucztą dla oczu, ale przede wszystkim genialna kuchnia oparta na tradycjach kulinarnych regionu. W menu możecie skosztować potrawa, które jedli m.in. Krzyżacy, Polacy czy Mennonici a do tego napić się tradycyjnego machandla, który był najpopularniejszym alkoholem w Gdańsku. Na pewno zaskoczy Was sposób, w jaki się go pije. To absolutnie obowiązkowy punkt wizyty w tych okolicach, prawdziwa perełka pod każdym względem. Oczywiście, mieszkańcom Gdańska polecam wyskoczyć tam po prostu spacer, to niecałe pół godzin drogi od centrum.

Siedlisko nad Nogatem – Malowniczy dom nad zalewem

Spędzając czas w tak wyjątkowym regionie, warto nocować w miejscu, które utrzymane jest w lokalnym klimacie. Piękny, ponad 150-letni dom położony nad rzeką Nogat to idealne miejsce na wypoczynek. Można go wynająć na wyłączność, gotować w kuchni pełnej tradycyjnych mebli z widokiem na ogród, wypić kawę na oryginalnym ganku. Wystrój zawiera wiele oryginalnych elementów. Do dyspozycji gości jest grill oraz atrakcje dla dzieci. Można również wypożyczyć kajaki i aktywnie zwiedzać okolice. Zaciszna lokalizacja pozwala na szeroki wybór sposobu spędzania czasu. W moim odczuciu jeśli macie sporo czasu, to warto stawiać na wycieczki rowerowe, to wprost wymarzone tereny dla cyklistów.

Nigdzie indziej nie znajdziecie nadmorskiego klimatu, w którym na wyciągnięcie ręki jest obserwacja dzikiej przyrody, punkty widokowe i wioski pełne historycznych obiektów. Mierzeja Wiślana wciąż pozostaje nieodkryta dla masowej turystyki, tym samym oferując odwiedzającym to co najlepsze. Jestem pewna, ze w najbliższych latach zyska na popularności, więc warto przyjechać tutaj jak najszybciej.

Artykuł powstał we współpracy z Pomorską Regionalną Organizacją Turystyczną, podobnie jak tekst o Słowińskim Wybrzeżu.

Oczywiście, zapraszam do śledzenia moich podróży na INSTAGRAMIE.