Okolice Wybrzeża Słowińskiego to prawdziwe zagłębie oryginalnych miejsc turystycznych i kulturowych. Wystarczy zejść z utartych szlaków, żeby spojrzeć na ten region z zupełnie innej perspektywy. Jak zagospodarować tutaj czas? Oczywiście, silnym punktem jest tutaj wybrzeże, ale gwarantuje, że zaskoczą Was również okolice. Przedstawiam Wam kilka pomysłów na spacery oraz miejsca, gdzie zregenerujecie siły. To doskonały kierunek na weekendowy wyjazd.

Słowińcy – kim byli?

Wyprawę w poszukiwaniu korzeni kulturowych tej pięknej okolicy jaką jest Wybrzeże Słowińskie postanowiłam rozpocząć od wizyty w Muzeum Wsi Słowińskiej w Klukach.

Już jadąc autem czerpałam przyjemność z przydrożnych widoków, w kilku miejscach podziwiając sarny, aż dostrzegłam malownicze szachulcowe chaty, które rzucają się w oczy z daleka. Cechują je wysokie, zwykle słomiane dachy i bielone wapnem ściany ze smołowanymi belkami. Po wyjściu z parkingu wkracza się w bajkowy w świat krainy w kratę. W trakcie spaceru po osadzie dosłownie przenosimy się w czasie, do typowej osady rybackiej wypełnionej budynkami z XVIII, XIX i XX wieku, zamieszkiwanej przez Słowińców. Chociaż słowo Słowiński jest powszechnie znane, duże grono osób błędnie uważa, że jest ono powiązane ze Słowianami. Był to odłam ludności kaszubskiej, który wytworzył własną gwarę oraz kulturę, nazywano ich Kaszubami Nadłebskimi.

Z racji zmian które miały miejsce na tych ziemiach, od XVIII wieku następowała tu germanizacja ludności. Niestety, po II wojnie światowej Słowińcy potraktowani zostali jako Niemcy, w wyniku ogromnych represji ze strony napływowej ludności oraz władz, większość z nich wyjechała lub została wysiedlona.

Sam skansen utworzono w 1963 roku. Na terenie muzeum jest 18 oryginalnych budynków, z czego 3 stoją w miejscu, w którym je wybudowano, a resztę udało się ocalić i przetransportować z okolicy. Podziwiać można nie tylko oryginalne wnętrza, ale również zadbaną przestrzeń, która sprawia, że czujemy się jakbyśmy naprawdę byli gośćmi w miejscu, w którym toczy się życie. W tamtych czasach dominowały dwurodzinne domy, w trakcie zwiedzania można wejść do środka i wszystko dokładnie obejrzeć. W zasadzie mogłabym śmiało spędzić noc w takim miejscu, śpiąc w drewnianym łóżku, a śniadanie przygotowując w oryginalnej kuchni z paleniskiem wewnątrz chaty. Jedyną rzeczą, na którą mogłabym lekko narzekać, to wymiary. Przy moich 180cm, w pewnych momentach musiałam zachować wyjątkową ostrożność. Takie skanseny to świetne miejsce na naukę historii dla najmłodszych. Nie jest nudno, eksponaty budzą ciekawość a wszystko okraszone jest po prostu bajkową scenerią.

Sezon letni otwiera widowisko – staropolskie „Czarne Wesele”. Jest to tradycyjny zwyczaj, kiedy Słowińcy spotykali się w każdym gospodarstwie po kolei zbierali torf, przeznaczony potem do celów użytkowych. Była to praca grupowa, a każdego dnia gospodarz w domu którego odbywało się zbieranie, organizował biesiadę dla wszystkoch, którzy brali w nim udział. W lipcu i sierpniu organizowane są pokazy przybliżające kulturę, tradycje i życie dawnych mieszkańców słowińskiej wsi. Planując odwiedziny, warto sprawdzić, czy nie są akurat organizowane warsztaty etnograficzne.

Wzgórze Rowokół – miejsce kultu

Kolejnym punktem na trasie było Wzgórze Rowokół, nazywane świętą górą. Zwraca na siebie uwagę, bo mimo że ma zaledwie 115 m wysokości, to wyraźnie góruje nad okolicą a jego specyficzny, stożkowaty kształt przywodzący na myśl wulkan od razu pobudza wyobraźnię, jak się okazuję, nie tylko moją. Najpiękniej prezentuje się, jak patrzymy na nie wydm, zwróćcie na nie uwagę podczas wizyty tam. Do dziś nie da się go przeoczyć, z pewnością tysiące lat temu musiał robić jeszcze większe wrażenie.

Według badań archeologicznych pierwsze ślady osadnictwa na wzgórzu pochodzą sprzed 3 tysięcy lat p.n.e. Niestety, nie ma szczegółowych informacji na ten temat. Prawdopodobnie było to prymitywne miejsce kultu, w którym składano ofiary bogom. Pewne za to jest jest, że w okolicy IX wieku Słowianie czcili tutaj Swarożyca, boga ognia, świadczą o tym drobne pozostałości w postaci kamiennych wałów. W ramach postępującej chrystianizacji w XII wieku zbudowano tutaj sanktuarium Najświętszej Maryi Panny. Funkcjonowało ono do XVI wieku, kiedy w wyniku reformacji na Pomorzu zaczął panować protestantyzm. Budynek zaczął popadać w ruinę, a w XIX wieku rozebrano resztki jego fundamentów.

Wzgórze było doskonale znane rybakom, uchodzi za jeden z najstarszych punktów nawigacyjnych na Bałtyku, oznaczany był na najstarszych dostępnych mapach z XVII wieku. Co ciekawe, kierował rybaków nie tylko w dzień, ogień palący się na jego szczycie stanowił dla nich punkt orientacyjny, pełniąc funkcję latarni. Z parkingu na szczyt wzgórza prowadzi wytyczona trasa spacerowa, częściowo jest to leśna ścieżka, a następnie imponujące drewniane schody. Trasa jest krótka, ale na spacer warto przeznaczyć więcej czasu, bo jest to rezerwat i z pewnością w wielu punktach przestaniecie na dłużej. Na samej górze znajduje się kilka tablic informacyjnych oraz wieża widokowa, z której roztacza się widok na Słowiński Park Narodowy. Wstęp na wieżę jest płatny, więc warto mieć przy sobie gotówkę. Jest czynna od 1 maja do końca września.

ruchome wydmy

Wydmy Łącka i Czołpińska są niezaprzeczalnie wizytówką Wybrzeża Słowińskiego, nie wyobrażam sobie, żeby ktoś mógł je pominąć zwiedzając okolice! To fenomen przyrodniczy na skalę europejską, ruchome wydmy przesuwają się nawet do 10 metrów rocznie! Do żadnej z nich nie ma bezpośredniego dojazdu samochodem. Niezależnie którą z wydm obierzecie za cel, przygotujcie się na solidny spacer. Którą z nich wybrać? Ile osób, tyle opinii.

Jeśli zdecydujecie się na Wydmę Czołpińską, to po drodze krajobrazy będą zmieniać się jak w kalejdoskopie. Czekają na Was torfowiska, las, pustynny bezkres, a o bliskości celu będzie Was informować natężenie szumu morza oraz jego zapach. Ja miałam to szczęście, że wracałam z niej o zachodzie słońca, a drogę przebiegały mi sarny. Na szczycie czeka na Was zapierający dech widok na Morze Bałtyckie i jeziora. Z wydmy warto zejść bezpośrednio na piękne, szerokie i niezatłoczone plaże. To idealne miejsce, żeby zrobić sobie piknik i zregenerować siły po wędrówce.

Na pewno większą popularnością cieszy się wydma Łącka, jest bardziej spektakularna. Wybierając się na nią sezonie odcinek trasy można pokonać meleksem lub wypożyczyć rower. Zdecydowanie polecam te drugą opcję, jazda z takimi widokami to niesamowita frajda. Po drodze, warto zrobić sobie postój i spędzić czas w Muzeum Wyrzutni Rakiet – na dawnym tajnym poligonie doświadczalnym. W ramach muzealnej ekspozycji prezentowane są rakiety z różnych okresów, ich elementy, zabudowania z okresu wojny m.in. bunkier dowodzenia, fundamenty stacji radiolokacyjnych oraz fundamenty hali montażowej, jest tam również mała wieża widokowa. Pamiętajcie, że trasa jest długa więc warto zaopatrzyć się w wodę i coś do jedzenia, bo za kasami nie ma już sklepów!

ptasia osada – okno na świat

Szukając oryginalnego miejsca do spania, skierujcie się do Ptasiej Osady. To prawdziwy nocleg w stylu slow, który zadowoli każdego. Designerskie domki dopieszczone przez właścicielkę są doskonałym przykładem na to, jak nadać drugie życie wielu elementom, a zarazem wpasować się najnowsze trendy. Z luksusowych wnętrz można podziwiać widoki na jezioro Gardno oraz malownicze okolice. Z tego miejsca w pół godziny przedostaniecie się rowerem na dziką plażę z prastarym lasem lub podjedziecie pod samą ścieżkę na wydmy. Na miejscu jest świetna logistyka, możecie wypożyczyć sprzęt – rowery i auto terenowe, a gospodyni pokieruje Was w każde miejsce, jakie sobie wymarzycie. Niewątpliwą atrakcją tego miejsca jest birdwatching, czyli obserwacja ptaków pod okiem profesjonalisty. Nie spotkałam się wcześniej z tego typu opcją, a na terenie Słowińskiego Parku Narodowego jest co oglądać, żyje tu ponad 270 gatunków ptaków. Jeżdżąc autem po okolicy i patrząc w niebo, nie da się nie docenić tej różnorodności.

lokalne kulinaria i sztuka

Jako miłośnik regionalnych  kulinariów śmiało mogę polecić pewne znane wszystkim w okolicy miejsce. Artystyczną aurę „Gościńca u Bernackich” czuć od pierwszych kroków, jeszcze zanim zwróci się uwagę na poszczególne dyplomy czy nagrody. Przekraczając próg restauracji, nie sposób objąć wzrokiem ilości rzeźb i obrazów, które znajdują się w środku. Jest tu miejsca na prace uznanych malarzy, studentów ASP, bo gościniec od lat współpracuje z uczelnią, ale i twórcami lokalnymi. Zanim podeszłam do baru zapoznać się z kartą dań, spędzałam czas jak w galerii. Z tego miejsca dosłownie bije pozytywna energia i czuć w włożoną w nie pasje. Duża, świetnie zaaranżowana przestrzeń sprawia, że jest to wspaniałe miejsce również na większe uroczystości. No ale do przechodząc do sedna, czeka tu na Was znakomita staropolska kuchnia oparta na lokalnych recepturach. Każdy kto ma ochotę zasmakować treściwych dań, będzie zadowolony.

Jeśli będzie Wam mało, polecam zaopatrzyć się w przetwory dostępne na miejscu. Słowo daje, że będę tam wracać mus z jagód, bo domownicy nie dadzą mi żyć. Na miejscu jest 50 miejsc noclegowych, a każde z nich urządzone jest w innym stylu. Nie mogę się doczekać, żeby wrócić tam w sezonie, jak wszystko będzie tętnić życiem.

Historia zaklęta w glinie

A najprzyjemniejszą rzecz zostawiłam sobie na koniec. Gliniana Zagroda, którą stworzyła Pani Ania to miejsce wyjątkowe. Dlaczego? Nawet osoby zupełnie niezwiązane z ceramiką i sztuką, nie przejdą obok niej obojętnie. Właścicielka wprost zaraża swoją pasją, tworząc unikatową atmosferę miejsca, a przy okazji opowiada o ciekawostkach i historii okolicy.

Warsztaty z gliną integrują, wyciszają i pozwalają na zrozumienie, że naszym jedynym ograniczeniem jest wyobraźnia. To fantastyczna zabawa dla wszystkich uczestników, a dzieła, które można tam wytworzyć będą oryginalną pamiątką. W zabytkowej stodole, przerobionej na pracownie i atelier możecie kupić stylowe dodatki do domu. Wszystkie opisane miejsca są bardzo kameralne, wybierając się wyprawę zadbajcie o wcześniejszą rezerwację, żeby unikać rozczarowania spowodowanego brakiem miejsc.

Region czaruje swoją aurą o każdej porze roku.

Artykuł powstał we współpracy z Pomorską Regionalną Organizacją Turystyczną.

Oczywiście, zapraszam do obserwowania mojego konta na INSTAGRAMIE.