Kociewie to malownicza kraina na Pomorzu, w której na próżno szukać tłumów. Różnorodny krajobraz, liczne pagórki i rzeki dają poczucie, że jesteśmy gdzieś na krańcu Polski. Tymczasem, Kociewie leży na styku województw — pomorskiego i kujawsko-pomorskiego. Rozciąga się od Wisły po Kaszuby, z którymi się przenika, jednak są to dwa inne regiony. Uwielbiam naszą różnorodność, w ciągu godziny jesteśmy w stanie z nad morza przedostać się w prawdziwie baśniowe krajobrazy! Etymologia nazwy nie jest do końca pewna, ale przypuszcza się, że pochodzi od słowa „Gociewie”, czyli terenu zamieszkiwanego setki lat temu przez Gotów. Jak wiadomo, w trakcie swojej wielkiej podróży osiedlii się na jakiś czas na Pomorzu. Pozostałością po nich są m.in. liczne kamienne kręgi, nazywane polskimi stonehenge. Z pewnością jest to mniej popularny kierunek, niż sąsiednie Kaszuby, ma to jednak swoje plusy. Zwiedzając Kociewie, możemy poczuć się jak prawdziwi odkrywcy, odkrywając perełki przyrodnicze i kulinarne. To taka okolica, w którą śmiało możecie ruszyć samochodem i po drodze wynajdywać urocze miejscówki. Jak dobrze traficie, to usłyszycie nawet lokalną gwarę, która zawsze wywołuje uśmiech na mojej twarzy, bo uwielbiam jak ktoś podtrzymuje takie unikatowe tradycje. 

XVII wieczne Arboretum w Wirtach

To widoki zapierające dech, momentami miałam wrażenie, że znajduje się w Biebrzańskim Parku Narodowym, a przecież to ciągle Pomorze. Arbor po łacinie oznacza drzewo, a arboretum to miejsce, w którym kolekcjonuje się drzewa, krzewy, a także wykonuje nad nimi badania. Kiedyś miały znaczenie głównie naukowe, dziś często prezentują głównie walory estetyczne. Arboretum w Wirtach ma swoje początki już w XVIII wieku i jest najstarszym leśnym arboretum w Polsce. Ogromne wrażenie zrobiło na mnie już samo zerknięcie na mapę. Teren jest ogromny i z pewnością nie jest to miejsce na krótki spacer, bo aż żal nie zobaczyć tutaj wszystkiego. Po drodze czekały prawdziwie baśniowe widoki, od klimatycznych mostów i oczek wodnych, po tajemnicze i nieco mroczne mokradła.

W dalszej części dotarłam do pięknego punktu widokowego. Z tarasu widokowego po kamiennych schodkach można dojść prosto do pomostu na jeziorze Borzechowskich. Przyznam szczerze, że jestem bardzo wybredna w kwestiach jezior i mało które mnie zachwyca, a to skradło moje serce od razu. Z przyjemnością usiadłam i moczyłam stopy w niezwykle przejrzystej wodzie. Pomimo, że jest sierpień, czyli szczyt sezonu i jest to jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc arboretum, to było bardzo kameralnie, minęłam tam zaledwie kilka osób. Zdecydowanie największe wrażenie zrobiła na mnie kładka spacerowa. Z pewnością wrócę tutaj w innych porach roku, bo jestem ciekawa jak zmienia się krajobraz. To kierunek zarówno na romantyczne spacery jak i rodzinne wędrówki, a jeśli posiadacie czworonoga to również możecie zabrać go ze sobą, pod warunkiem, że będzie na smyczy. Arboretum czynne jest cały rok, w zależności od miesiąca zmieniają się jedynie godziny otwarcia. Trasa nadaje się również dla wózków, ale trzeba pamiętać, że są to leśne ścieżki i nie każdy pojazd im sprosta.

Znakomita kuchnia „Pod Wygodą”

Czy Kociewie ma swoją kuchnię? Szczerze mówiąc, nie byłam pewna, bo nic nie przychodziło mi do głowy. Po wizycie w Wirtach postanowiłam zjeść w lokalnej karczmie „Pod Wygodą”. Wyczytałam, że lokal należy do Europejskiej Sieci Dziedzictwa Kulinarnego. Po drodze zerkałam w GPS, bo byłam pewna, że pomyliłam drogę, nie dajcie się zwieść pozorom, obiekt leży na uboczu w malowniczej wsi Sumin, wśród dawnych zabudowań pruskich.

Zawsze lubię wcześniej sprawdzić menu miejsca, do którego się udaje, nie mogłam go jednak nigdzie znaleźć, szybko wyjaśniło się dlaczego. Już od progu przywitała nas przesympatyczna właścicielka, dla której Kociewie jest prawdziwą, małą ojczyzną i o którym z pasją opowiada. Lokal nie posiada karty dań, ponieważ codziennie podawane są tutaj inne potrawy, a wszystko przygotowywane jest na bieżąco, do wyboru jest zawsze kilka pozycji. Przepisy pochodzą m.in. od babci właścicieli, przekazywane są z pokolenia na pokolenie. Zjecie tutaj m.in. gulandzie, przypominające nieco kartacze i parzybrodę, tradycyjną kociewską zupę z kapusty. Jedzenie jest fenomenalne, oparte na składniach z ogrodu lub od lokalnych dostawców. Napar z mniszka dostałam  w oryginalnej, rodzinnej porcelanie. Jak złożycie zamówienie, koniecznie idźcie się przejść po obiekcie, to prawdziwa skarbnica pamiątek, a nawet skansen dawnych maszyn rolniczych. Właściciel to pasjonat, który nadaje takim rzeczom nowe życie i chętnie opowiada o zbiorach. To miejsce, do którego aż chce się wracać, a jeśli chcecie zabrać trochę kociewskich smaków do domu, to możecie kupić przetwory. W weekend jest tutaj sporo gości, więc warto zrobić rezerwację.

 

Gdzie spać? Dworek Tucholski 

Kociewie nie posiada aż tak szerokiej oferty noclegowej jak sąsiednie Kaszuby, ale można tutaj znaleźć perełki. Jedną z nich jest Dworek Tucholski w Zblewie. Obiekt oferuje kilka rodzajów noclegu, od apartamentów po domki myśliwskie. Świetnie nadaje się zarówno na biznesowy wyjazd, ponieważ jest tutaj zaplecze konferencyjne jak i na odpoczynek dla rodzin. Na miejscu nie ma czasu na nudę, do dyspozycji gości jest m.in. zewnętrzny basen, boisko, plac zabaw. Uwagę zwraca grillownia przy oczku wodnym, gdyby nie otoczenie, miałabym wrażenie, że znajduje się w pięknym parku. To duży obiekt, składający się z kilku budynków, ale wszystko udało utrzymać się  w lokalnym, tradycyjnym stylu. Jeśli nie chcecie gotować, z pewnością będziecie zadowoleni z oferty restauracji “Grota Solna”, które serwuje kuchnię polską. To takie miejsce z klimatem, do którego od lat przyjeżdżają stali goście.

Kociewie jest dobrym kierunkiem dla osób ceniących aktywny wypoczynek. To nie tylko wielogodzinne spacery, ale również turystyka wodna. Wda i Wierzyca to idealne rzeki na spływy kajakowe. Jeśli cenicie piękne krajobrazy i dobrą kuchnię, to nie ma się co zastanawiać, tylko planować wyjazd. 

Artykuł powstał we współpracy z Pomorskie Prestige.

Zapraszam do bieżącego śledzenia moich podróży na INSTAGRAMIE.