Pieniny w ciągu kilku dni zdecydowanie za mało, żeby zobaczyć chociaż większość atrakcji, ale ja tak bardzo lubię góry, że każdy dzień tam jest dla mnie warty pojechania. Co można tam zwiedzić w trakcie naprawdę krótkiego wyjazdu?

Spływ Dunajcem

To obowiązkowy punkt, jedna z takich rzeczy, którą każdy powinien zrobić chociaż raz w życiu! Ja zdecydowałam się na tradycyjny spływ tratwą z Flisakiem. Flisak to przedstawiciel grupy zawodowej zajmującej się w dawnej Polsce flisem, czyli rzecznym spławem towarów. Istnieje kilka opcji spływów, my wzięliśmy najkrótszą, która trwała 90 minut i według nas jest to optymalny czas. Trasę zaczęliśmy w miejscowości Sromowce Niżne, a kończyliśmy w Szczawnicy. Od razu zakupiliśmy bilet powrotny i busem dojechaliśmy do startu trasy, gdzie zostawiliśmy samochód. Cena za spływ dla 4 osób, w tym 2 dzieci i bilet powrotny to 250zł.

Sokolica

Pieniny słyną z kilku szczytów, na które wchodzi większość turystów. W normalnych warunkach planowałam jednego dnia iść na Trzy Korony oraz Sokolicę. Nie chciałam jednak męczyć dzieci, więc musiałam wybrać jeden z nich. Z dołu bardziej spektakularnie prezentują się majestatyczne Trzy Korony, jednak po rejsie przełomem Dunajca zakochałam się w widokach i postawiłam na Sokolice. Jestem osobą, która zdecydowanie woli dynamiczne trasy, wybrałam krótkie, bo zaledwie dwukilometrowe podejście ze Szczawnicy, za to bardzo strome. Alternatywą jest dłuższa, ale bardziej spacerowa droga z Krościenka. Dodatkową atrakcją jest fakt, że żeby rozpocząć podejście na Sokolicę, trzeba przeprawić się przez Dunajec. Przedostanie się łodzią na drugą stronę to koszt chyba 3zł za osobę. Teoretycznie, według tablicy wejście na szczyt zajmuje 45 minut, u nas zeszło sporo więcej bo były jakieś przerwy no i małe nóżki idą nieco wolniej.

Droga jest praktycznie cały czas pod górę, najpierw stromymi schodami, leśnymi ścieżkami a ostatnie kilkadziesiąt metrów to skałki. Samo wejście na szczyt jest płatne, trzeba kupić bilecik, ja skusiłam się również na pamiątkowe medale dla chłopaków. Pieniny nie są wymagającymi górami, bez problemu odnajdzie się tam każdy, nawet z przeciętną kondycją. Sosna, która jest symbolem Sokolicy w 2018 roku została uszkodzona przez śmigłowiec w trakcie akcji ratunkowej. Jej wiek szacowany jest na około 500 lat, mimo że jeden z konarów trzeba było obciąć to drzewo nie uschło i wciąż robi wrażenie na turystach. Widoki zapierają dech, to jeden z takich obrazów które zostają w głowie na zawsze!

Jezioro Czorsztyńskie

Jezioro w połączeniu z pięknym zamkiem wznoszącym się nad ziemią jest jednym z najbardziej znanych widoków w Polsce. Nie każdy wie, że jest to zbiornik retencyjny, który został otwarty dopiero w 1997 roku. Na szczęście został ukończony tuż przed katastrofalną w skutkach dla Polski powodzią, doskonale spełnił swoją rolę i ochronił okolicę tragedii. Dziś przyciąga turystów swoimi walorami: plażą i możliwością rejsów widokowych.

Zamek Czorsztyn

Zdecydowanie mniej popularny, niż pobliski obiekt w Niedzicy, ale mnie bardzo ujął, chyba ruiny bardziej działają mi na wyobraźnię. Jeśli zakupimy bilet na zwiedzanie zamku, to parking jest bezpłatny, do ruin idzie się z niego około 10 minut. Początki zamku sięgają XIII wieku. Fundatorem strażniczego grodu była prawdopodobnie księżna Kinga.

Warownia stanowiła zaporę postępującej na północ kolonizacji węgierskiej. Na tym odcinku Dunajec był  południową granicą państwa. Położona w zakolu rzeki strażnica kontrolowała trakt handlowo-dyplomatyczny Via Magna łączący Kraków i Budę, strzegła granicy między Polską a Węgrami i pełniła rolę komory celnej. Czas świetności zamku skończył się w XVIII wieku. W 1735 r. stacjonujące w nim wojska kozackie spustoszyły obiekt, a ówczesny starosta nie był w stanie przywrócić mu dawnego blasku. Na dodatek, w 1790 roku od uderzenia pioruna spłonął dach i nie został odbudowany. W 1996 r. rezerwat Zamek Czorsztyn o powierzchni 10,28 ha stał się częścią Pienińskiego Parku Narodowego. Na terenie zamku znajduje się kilka wystaw, ale oczywiście największe wrażenie robią widoki!

Zamek Niedzica

Pieniny

Sztandarowe miejsce do zwiedzania, ale zdecydowanie polecam poza sezonem, bo naprawdę może zabraknąć cierpliwości. Po podjechaniu w okolicę zamku, spędziłam kilkanaście minut w kolejce na parking. Jak już się udało zaparkować i wyjść, okazało się że to dopiero początek komplikacji, bo na samo zwiedzanie zamku trzeba czekać około dwóch godzin… Przyznam szczerze, chyba pierwszy raz w życiu zrezygnowałam (opłaciłam już parking, postałam kilkanaście minut i wymiękłam). Pospacerowałam wokół zamku, poszłam na zaporę z pięknymi widokami i podjechałam do zamku w Czorsztynie, w którym nie było prawie nikogo.

Nocleg

Spałam w obiekcie Kinga Hotel Wellness w Czorsztynie. Jestem bardzo zadowolona, zdecydowanie mogę zarekomendować to miejsce zwłaszcza na rodzinny wypoczynek, bo jest w nim mnóstwo atrakcji! Z resztą, same Pieniny gwarantują wrażenia dla każdego. Z restauracji wychodzi się na fajny teren rekreacyjny pełen hamaków, bujanych foteli, zabawek i trampoliny. Po lewej stronie znajduje się park linowy z różnymi trasami trudności i spektakularną tyrolką z widokiem na góry oraz trasa dla maluchów. Po prawej stronie znajdzie się za to sporej wielkości plac zabaw. W deszczowe dni rozrywki można szukać na basenie lub w sali zabaw. W restauracji znajduje się również dziecięcy kącik. Tę miejscówkę opiszę Wam w osobnym tekście jeszcze w tym tygodniu. Nie mogłam napatrzeć się na widok z balkonu, a w nocy udało nam się zobaczyć spacerującego jelenia.

Czego nie zdążyłam?

Niestety, w tak krótkim czasie udało mi się zobaczyć tylko tyle, a może aż tyle? Na kolejnym wyjeździe w Pieniny na pewno będą: Trzy Korony, Wąwóz Homole, Czerwony Klasztor, Wodospad Zaskalnik… Chyba lepiej wyjeżdżać z niedosytem, zawsze jest większa szansa, że się wróci zrealizować cel!

Inne atrakcje w okolicy znajdziecie TUTAJ.

Zapraszam do biężacego śledzenia moich podróży na INSTAGRAMIE!

Wracając, pod Bełchatowem w polu kukurydzy rozwaliło mi się auto. Z dala od zabudowań, padł na mnie blady strach, bo do domu miałam jeszcze prawie 400km. Na szczęście są życzliwy ludzie i mimo niesprzyjającej pory udało mi znaleźć wybawcę, który usunął wadliwą część i dojechałam do Trójmiasta. Bardzo dziękuję!