Mamerki, to druga po Wilczym Szańcu, jeśli chodzi o popularność atrakcja militarna na Mazurach. Uważam, że najlepiej zwiedzić oba kompleksy, ale jeśli czas Wam na to nie pozwala, bierzcie Mamerki.

HISTORIA

Mamerki to Kwatera Główna Niemieckich Wojsk Lądowych (OKH). W latach 1940–1944 zbudowano dla potrzeb 40 najwyższych generałów i feldmarszałków, 1500 oficerów i żołnierzy Wehrmachtu około 250 obiektów, w tym 30 schronów żelbetonowych, które niezniszczone zachowały się do naszych czasów. Mamerki w latach 1941-1944 były samowystarczalnym „miastem” chronionym przez zmechanizowany batalion wartowniczy. Cały obiekt otoczony był zasiekami z drutu kolczastego. Co 300 m znajdowały się betonowe słupy (zachowane do dziś) z aparatami telefonicznymi i latarniami oświetlającymi teren. Bezpieczeństwa strzegły 4 wartownie, przed atakami z powietrza chroniły stanowiska dział obrony przeciwlotniczej. Oprócz schronów w kwaterze zbudowano dziesiątki baraków, w których pracowali sztabowcy, służby łączności, mieściły się kuchnie, kasyna, poczta, kino, kwatery mieszkalne, szpital, sauna i stajnie. Schrony w zależności od typu posiadają dwa lub pięć pomieszczeń, dwie lub cztery strzelnice ryglowane od wewnątrz. Oba wejścia z korytarza posiadały drzwi pancerne oraz gazoszczelne. Maskowanie ścian zewnętrznych trawą morską utwardzoną betonem i specjalnym mchem chroniło schrony przed wykryciem z powietrza, tak skutecznie, że nawet teraz po 60 latach bunkry wtapiają się w tło lasu.

ZWIEDZANIE

Na parkingu kupujemy bilet, a następnie kierujemy się do podziemi pierwszego bunkra. Zwiedzanie jest przyjemniejsze niż w Szańcu, Mamerki to mniej osób, do bunkrów można wchodzić, a wszystko znajduje się w lesie. Jest komercja, ale jeszcze nie na takim zaawansowanym etapie. Zaczynamy od wejścia do bunkra

28, z którego przechodzi się 30-metrowym podziemnym tunelem do bunkra 30. W bunkrach znajdują się eksponaty – ja akurat nie przepadam za takimi rzeczami, ale to kwestia gustu. Samo przejście tunelem to frajda zarówno dla dzieci, jak i dorosłych.

Na miejscu znajduje się muzeum poświęcone frontowi wschodniemu. Ma ponad 1000 m2 ekspozycji, mi się podobało, jak ktoś lubi historię, to będzie zadowolony. W sąsiedztwie muzeum znajduje prawie 40-metrowa wieża widokowa, z której jest całkiem sympatyczny widok na jezioro, warto było wejść. Chociaż ja, zawsze jak wchodzę, to mam wrażenie że wszystko się buja, ale to raczej na etapie mojego odczucia 🙂 W latach 2016–2017 w Mamerkach poszukiwano Bursztynowej Komnaty. Od maja 2018 r, można tutaj zwiedzać replikę pomieszczenia Bursztynowej Komnaty, jest to 60 m2 ekspozycji. Replika została wykonana przez renomowaną pracownię artystyczną specjalizującą się w odtwarzaniu zaginionych dzieł sztuki światowej. Myślę, że i tak nie oddaje to efektu prawdziwej komnaty, ale pozwala zrozumieć, jak spektakularny musiał być oryginał.

Na dalsze zwiedzanie pokierowano nas na niedaleki parking, dosłownie 100 metrów dalej. Nie wiem czy część osób odklepuje pierwszy etap i odpuszcza, ale przy bunkrach była zaledwie garstka osób. Budynki położone są w lesie, są ogromne, można wchodzić do środka i na dachy. Dla mnie to najciekawsza część zwiedzania i ogromna rozrywka dla dzieciaków. W bunkrach jest ciemno, warto mieć latarkę. Mamerki na pewno zajmą Wam więcej czasu niż Szaniec. Niedaleko znajduje się również śluza w Leśniewie, w której obecnie funkcjonuje park linowy.

Zapraszam do bieżącego śledzenia moich podróży na INSTAGRAMIE

Mamerki