Słupsk nie przyciąga tłumów mimo świetnej lokalizacji, nie jest kojarzony jako turystyczna miejscowość. Bardzo lubię takie miejsca, bo to takie perełki, które mogą zaskoczyć. Jest to region o wielowiekowej historii, kiedyś było tutaj Księstwo Słupskie, jedno z pierwszych Księstw Pomorskich. Słupsk otrzymał prawa miejskie już w trzynastym wieku! Malownicze miasteczko i okolice skrywają ciekawe miejsca, w sam raz na zimową wyprawę. 

Ogromna kolekcja dzieł Witkacego

Podróż zaczęłam od wizyty w Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku, które zaskoczyło mnie różnorodnością eksponatów.Samo muzeum znajduje się w centrum miasta w tzw. Białym Spichlerzu, chociaż kompleks obejmuje również kilka innych budynków. Już sam budynek wywarł na mnie pozytywne wrażenie, bardzo lubię takie miejsca. Oczywiście, niekwestionowaną perełką obiektu jest kolekcja dzieł Stanisława Ignacego Witkiewicza, nazywanego potocznie Witkacym. Wystawa z pewnością przypadnie do gustu nie tylko miłośnikom sztuki. Witkacy jest postacią wyjątkową, nie trzeba być koneserem, żeby docenić jego geniusz, bo robi wrażenie na każdym. Warto zarezerwować sobie na to więcej czasu, bo na wielu obrazach znajdują się ciekawe podpis, komentarze czy adnotacja. Jak zaczniecie je czytać, z pewnością skończycie dopiero na ostatnim. Byłam oczarowana, zarówno rozmachem, jak i samym klimatem, bo zwiedzanie odbywa się w półmroku. Dlaczego? W muzeum dowiedziałam się, że takie czynniki jak drgania, czy światło, mają wpływ na papier. Byłam zdziwiona, ale na jednej z multimedialnych ekspozycji można sprawdzić, jak bardzo zmieniają się dzieła pod wpływem czasu i niekorzystnych warunków. Właśnie dlatego muzeum jest czynne tylko przez pięć dni w tygodniu, żeby wszystko mogło “odpocząć”. W Białym Spichlerzu jest ponad 250 dzieł mistrza. Goście mogą oglądać jego obrazy, rysunki, grafiki i archiwalia. Fantastyczne jest połączenie artystycznej wystawy, z atrakcjami dla najmłodszych. Mogą oni na miejscu namalować swoje obrazy inspirowane Witkacym, pozować do zdjęć czy tworzyć kreatywne budowle. Nie jest łatwo zaciekawić dzieci taką tematyką, a tutaj w stu procentach się to udało. 

Słupsk – migracja mieszkańców  

To nie koniec zaskoczeń. Na wyższych piętrach muzeum znajduje się wystawa „Słupsk. Miasto i ludzie”. Niestety, miasto ma bardzo trudną historię, jak z resztą większość w tym regionie. Mieszkańcy miasta po II wojnie światowej byli zmuszeni do opuszczenia Polski. Przez wiele lat tworzyli oni to miasto, jego architekturę i kulturę. Mieszkańcy, którzy przybyli tutaj po wojnie zaczynali swoje życie od zera. Odbudowywali zniszczone miasto, marząc o normalności i zwyczajnej, spokojnej codzienności. Dowiecie się tutaj, jak dokładnie zmieniła się struktura ludności po II wojnie światowej. Co ciekawe, nowi mieszkańcy podeszli z ogromnym szacunkiem do dziedzictwa, zostawionego im przez poprzedników. Muzeum zebrało liczne pamiątki z dawnych lat, zarówno tych przed jak i powojennych, dzięki czemu można dziś zobaczyć, jak wyglądało codzienne życie miasta. To wzruszająca, sentymentalna i edukacyjna podróż, idealna na pokoleniowe zwiedzanie, bo każdy znajdzie coś dla siebie. Starsze osoby powrócą wspomnieniami do lat młodości, rodzice opowiedzą dzieciom, jak to kiedyś było, a one będą potrafiły dostrzec te ogromne zmiany, jakie zaszły w ostatnich dziesięcioleciach. To nie tylko zdjęcia i opowieści, ale mnóstwo przedmiotów z życie codziennego. Po takim zwiedzaniu warto się udać na obiad.

Słupski slow food 

Jak pewnie zauważyliście, uwielbiam spać i jeść w zabytkowych budynkach. Dym na wodzie to właśnie jedno z takich miejsc, bo restauracja znajduje się w zabytkowym, poniemieckim kantorze. Już sam wybór miejsca świadczy o wyczuciu smaku i determinacji właściciela. Lokal wymagał gruntownego remontu, a jak każdy wie, że z zabytkami nie jest łatwo. Udało się zachować pierwotny charakter miejsca, wyeksponowane są elementy z dawnych cegielni, a kuchnia zachwyca krótkim i sezonowym menu. Najedzą się tutaj miłośnicy dziczyzny, orientalnych smaków i wegetarianie. Nad wszystkim cały czas czuwa właściciel, widać, że wszystko robione jest z pasją i najwyższą jakością. Lubię dziczyznę i nieszablonowe połączenia w kuchnii, tutaj zdecydowałam się na klasyczne dania, ale z ciekawymi dodatkami. Szczególnie mogę polecić pikantny krem z dyni i szarpane żeberko wieprzowe na kości. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z tym daniem w takiej formie. Jako dodatki podano kapustę z żurawiną i podgardlem, popcorn z kaszy gryczanej, chutney z dyni i opiekane ziemniaki. Gwarantuje, że wyjdziecie zadowoleni, to klasa sama w sobie. Opuściłam Słupsk i ruszyłam do Swołowa. 

Wehikuł czasu – Muzeum Kultury Ludowej Pomorza

To zaledwie kilkanaście minut drogi autem od miasta, a przenosi nas do zupełnie innej krainy. Swołowo również ma długą historię, bo pierwsze pisemne wzmianki pochodzą z XIII wieku, co niezwykłe zachowało swój średniowieczny układ lokacyjny. Większosc miast zatraciło go podczas wojen, bo w trakcie odbudowy zmieniano plan zagospodarowania przestrzennego. Archeolodzy wykopali tu m.in. pamiątki z czasów rzymskich, co oznacza, że tereny te były zamieszkane dużo wcześniej, niż wskazują na to oficjalne dokumenty. Przywykłam do zwiedzania wielkich szlacheckich dworów i posiadłości lub skromnych, wiejskich domków, a nie miałam wcześniej okazji trafić na coś, co pokazywałoby codzienność zamożnych gospodarzy. W trakcie spaceru można obejrzeć ich zagrody i sprawdzić, jak funkcjonowały. W środku znajdują się różne ekspozycje m.in. dom zagrodnika z piecem chlebowym i kuźnią, dom zamożnych chłopów czy wystawa ciesielstwa i stolarstwa. To prawdziwy wehikuł czasu. 

uratowany Pałac Łebunia 

Swoją wyprawę zakończyłam w Pałacu Łebunia, znajdującym się nieopodal Kaszubskiego Parku Krajobrazowego. Sama wieś Łebunia istniała już na przełomie XIV i XV wieku, były to dobra szlacheckie rodu von Grelle. Grunt zmieniał właścicieli, aż w 1805 roku został kupiony przez Roberta Sinnera, radcę handlowego. W 1863 wzniósł tu piękny pałac, który potem podarował swojej córce. Otacza go park o powierzchni 4 ha. Niestety, XX wiek nie był nich łaskawy, po wojnie znajdował się tu PGR, a później miejsce popadło w ruinę. Tysiące takich miejsc nie przetrwało, a zabytki przepadły bezpowrotnie.

Na szczęście, nowi właściciele podjęli ogromny wysiłek, logistyczny i finansowy, tworząc klimatyczny, bajkowy obiekt. Remont pałacu to długie lata, trzeba zwracać uwagę na kazdy najmniejszy detal, a wszystko musi być zatwierdzone przez konserwatora zabytków. Zwiedzanie najlepiej zacząć od spaceru po parku, umożliwia to obejrzenia pałacu z każdej strony. W oczy od razu rzucają się ryzality,  półokrągła weranda i taras. Nie byłam pewna, jakiego wystroju się spodziewać. W środku czekają eklektyczne, pełne kolorów wnętrza, które bardzo przypadły mi do gustu, a świąteczne dekoracje wprowadziły nastrojowy klimat. W pałacu znajduje się restauracja, biblioteka i strefa SPA, gdzie goście mogą skorzystać z masaży i zabiegów. To idealne miejsce na romantyczny wyjazd we dwoje, czeka na Was piękna architektura, regionalna kuchnia i spacery po parku.

Pozornie zimowe wyjazdy mogą wydawać się mniej atrakcyjne, ale w rzeczywistości jest inaczej. To doskonały czas na zwiedzanie bez tłumów. Słupsk i okolice to miejsce, gdzie możecie delektować się sztuką, cieszyć oczy zabytkami, świetnie zjeść i zrelaksować się w pałacowych wnętrzach. Do Słupska bez problemu dojedziecie pociągiem z Trójmiasta, ale żeby dostać się do sąsiednich miejscowości, polecam skorzystanie z samochodu.

Artykuł powstał we współpracy z pomorskie-prestige, z którym od kilku miesięcy odkrywam dla Was ciekawe miejsca z Pomorza.

Oczywiście, zapraszam do bieżącego śledzenia moich podróży na INSTAGRAMIE.