Podziemne miasto Osówka to jedno z najbardziej tajemniczych miejsc na Dolnym Śląsku. O Górach Sowich często mówi się, że są w środku puste. Odkryto 6 podziemnych kompleksów, ale prawdopodobnie jest ich więcej.  Do dziś rozpala to wyobraźnię historyków i turystów.

Projekt Riese – czym był?

Riese po niemiecku znaczy olbrzym i śmiało mogę przyznać, że nazwa jest trafiona, bo skalę tego projektu ciężko sobie wyobrazić, uderza dopiero, jak się go zwiedza. Był to największy projekt nazistowskich Niemiec, a jego przeznaczenie do dziś owiane jest tajemnicą. Jedni uważają, że miał tam funkcjonować podziemny przemysł zbrojeniowy i miasto, inni że miał służyć jako podziemna kwatera Hitlera, a część osób wieży w teorie o produkcji tajemniczej broni antygrawitacyjnej, która mogła zmienić losy świata. W 1943 roku za pomocą jeńców wojennych rozpoczęto realizację tego szalonego pomysłu. Ile osób pracowało przy budowie? Niestety, z powodu braku dokumentacji nie można tego określić. Wiadomo, że było to conajmniej 13 000 osób z obozu Gross-Rosen. Z pewnością, Niemcy nie przewidywali wtedy, że mogą kiedykolwiek stracić Dolny Śląsk, czuli się tu bezpieczni. W momencie jak nieuchronnie zbliżał się koniec wojny, w pośpiechu opróżniali tunele, niszczyli dokumentacje, likwidowali świadków i wysadzali, co się tylko dało.

Podziemne Miasto Osówka

Podziemia zwiedzałam w trakcie pandemii, oczywiście realizując materiał do książki. Droga z parkingu do wejścia jest niepozorna, przypomina zwykły spacer po lesie. Gdyby nie rzucające się w oczy drzwi prosto do wnętrza góry, w życiu nie pomyślałabym, że coś może się w niej znajdować. Zwiedzanie trwa około godziny, rozpoczyna się od krótkiej kilkuminutowej prezentacji. Jest ciekawa, krótko i zwięźle przedstawia historię całego kompleksu w pigułce. W podziemiach są trzy sztolnie, a całkowita długość tuneli to 1700 metrów. Wrażenie robi ich przestronność, bez problemu byłam w stanie wyobrazić sobie funkcjonującą tu infrastrukturę.  Po drodze w kilku miejscach są krótkie filmy dokumentalne, wystawy z bronią, wyposażenie żołnierzy, sprzętu używanego do pracy podczas budowy, historyczne pojazdy terenowy, i wirtualny wyjazd na powierzchnię ziemi szybem windowym. To ostatnie pozwala odczuć skalę wielkości tego miejsca i uświadamia, ze znajdujemy się w środku góry. Warto przejść się na spacer po okolicy i obejrzeć naziemne części obiektu.

Inne lokalizacje RiEse

Jak wspominałam, podziemne miasto Osówka nie jest jedynym tego typu obiektem, warto odwiedzić wszystkie. Znajdziecie je m.in w Walimiu i Zamku Książ. Czy teorie o tym, że są jeszcze inne tunele to wybujała wyobraźnia? Prawdopodobnie nie. Co prawda nie zachowała się dokumentacja, ale zeznania świadków jasno wskazują, że prace trwały również w innych miejscach. W niektórych lokalizacjach znajdują się zasypane szyby wentylacyjne, które musiały dokądś prowadzić. Istnieje też duża szansa na to, że nie ma tam nic spektakularnego bo są one zawalone gruzem po wysadzeniach. Oczywiście, według legend może tam być ukryty złoty pociąg a nawet bursztynowa komnata.

Strażnicy

Mnóstwo osób uważa, że nad niemieckimi skarbami do dnia dzisiejszego piecze sprawują strażnicy. Czego mogą pilnować? Teorii jest bardzo dużo, od skradzionych skarbów przez tajemnice technologiczne. Według relacji niektórych świadków, przymusowi robotnicy po zamaskowaniu tuneli byli zapędzani do środka i grzebani tam żywcem. Teoria masowych grobów jest niestety dosyć prawdopodobna. Część osób uważa, że to może być niewygodna prawda. Z pewnością są ludzie, którzy znają odpowiedzi na wiele nurtujących nas pytań, ale my pewnie nigdy ich nie poznamy. Myślę, że jest Góry Sowie kryją jeszcze wiele tajemnic.

Cennik

Koszt normalnego biletu na trasę historyczną to 24zł. Ja zawsze w takich miejscach poleca bardziej rozbudowane opcje, a zwłaszcza trasę ekstremalną. Z pewnością jest to miejsce, które trzeba zobaczyć. Z góry uprzedzam, że miejsce nie nadaje się na zwiedzanie z wózkiem.

Oczywiście, zapraszam do bieżącego śledzenia mojego konta na instagramie, gdzie jest już ponad 65 tysięcy osób.

Piękne zdjęcia w tekście to zasługa Alki Murat.