Nasz kraj jest pełen bogatej historii. Często nie mamy pojęcia o tym, ile jej śladów jest w zasięgu ręki. Od dłuższego czasu interesuje się tematyką fortyfikacji na terenie Pomorza. Obecnie coraz większa ilość bunkrów jest poddawana renowacji i udostępniana zwiedzającym. Moje zainteresowanie zdobył bunkier „Ptasia Wola” znajdujący się na terenie Kaszubskiego Parku Krajobrazowego. Jest zupełnie inny niż te, które zwiedzałam dotychczas, to prawdziwa leśna kryjówka.

Historia

W Lasach Mirachowskich znajdował się Bunkier Organizacji Wojskowej Gryf Pomorski, w którym ukrywali się partyzanci z okolicznych wiosek. Gryf pozyskał zaufanie oraz pomoc wielu mieszkańców z terenu całego Pomorza. Grupy bojowe Gryfu liczyły do 30 żołnierzy.

Schron zbudował podleśniczy z Kamiennej Góry. Ściany wykonane zostały z grubych desek, które wspierane były mocnymi stemplami. Sufit utworzono z kilku warstw. Pierwsza z nich to stemple. Dla lepszego zabezpieczenia dodano deski, a na nich ułożono równo darniny i dopiero wtedy wysypano piach o grubości 80 cm. Do głównego wejścia prowadził wąski tunel, który dla bezpieczeństwa został utworzony na wzór lisiej nory. W czasie II wojny światowej w bunkrze „Ptasia Wola” ukrywało się  do osiemnastu partyzantów. W 1943 roku bunkier został otoczony przez hitlerowców, a w trakcie natarcia, zginęło 4 partyzantów, ku których pamięci został tam postawiony krzyż. Oryginalny bunkier został zniszczony, jednak w 1979 roku powstała jego rekonstrukcja. Zbudowano ją dokładnie w ten sam sposób co oryginał, tylko w nieco mniejszym rozmiarze. 

Dojazd

Miejsce jest zlokalizowane w środku lasu, blisko jeziora. Dotrzeć tam można spacerem lub rowerem, oczywiście my wybraliśmy pierwszą opcję. Droga raczej nie jest zbyt uczęszczana, bo w ciągu kilku minut spaceru wzdłuż niej zebrałam siatkę grzybów. Wypatrywaliśmy znaków i informacji o bunkrze, jednak ich nie znaleźliśmy. O tym, że jesteśmy na miejscu dowiedzieliśmy się widząc z daleka krzyż oraz biało-czerwone wstęgi na drzewach. W lesie panowała cisza, nie było zasięgu. Byliśmy tam sami. Dawno nie czułam takiego klimatu. Do wzgórza, w którym znajduje się schron szliśmy około pół godzinki. Tak prezentuje się bunkier z zewnątrz:

Wnętrze

W związku ze współpracy z firmą GP miałam przy sobie latarkę czołową GP Discovery CH33 z trybem nocnym. Latarka jest bardzo lekka, lżejsza niż „zabawkowe” moich dzieci. Daje szeroki strumień światła, jest bardzo intuicyjna w obsłudze. Zasięg wiązki to aż 40 metrów, bateria trzyma do 6.5h. Sprzęt jest wodoodporny, odporny na upadki – przetestowane i posiada aż 3 tryby dla każdej diody. Uważam że to naprawdę fajny gadżet dla każdej aktywnej osoby, bardzo odczułam brak takiej latarki podczas gdy zwiedzałam jaskinie w Zakopanem, telefon niestety nie dał rady. Bez oświetlenia proponuję nie wchodzić do środka, ponieważ jest tam naprawdę ciemno. Dla odważnych zostaje opcja latarki w telefonie. W środku są pajęczyny, a na końcu trasy trzeba podnieść klapę i wejść kawałek po drabinie więc preferowałam mieć obie ręce wolne.

Po pokonaniu wąskiego wejścia i zdjęciu włosami kilku pajęczyn, byłam w środku. Panuje absolutna ciemność. Na łóżku znajduje się flaga Polski, wiązanka kwiatów oraz proporczyk, choć pomieszczenie ma kilka metrów, może tam przebywać kilka osób. Piętrowe łóżko i stolik bardzo pobudzają wyobraźnię, z pewnością istotnie skłaniając nas do refleksji tego jak żyli tam ludzie.

Po przejściu tunelu wchodzimy do pomieszczenia, w którym znajduje się drabina, a po podniesieniu włazu wyjście. Bunkier w oryginale posiadał jeszcze jedno pomieszczenie.

bunkier

Nad konstrukcją do dziś znajduje się grób z niezidentyfikowanymi zwłokami.

Podsumowanie

Na miejscu spędziliśmy około pół godziny, nie licząc dojścia z auta. Byliśmy pod wrażeniem miejsca, chociaż jest stosunkowo mało popularne. Wiem, że rekonstrukcja bunkra znajduje się w Szymbarku, jednak zobaczenie tej budowli w oryginalnym miejscu oraz przebywanie w tej ziemiance, pozwala wyobrazić sobie jak wyglądało na co dzień życie partyzantów. Dla mnie pewnym wysiłkiem było dojście tam, zmierzenie się z ciemnością, pajęczynami, robactwem… A co dopiero funkcjonowanie w takich warunkach? Tak naprawdę to dalej stosunkowo świeża historia. Z tego co sprawdzałam, lecz informacji nie jestem pewna –  jeden z partyzantów, który mieszkał w bunkrze, wciąż żyje i mieszka niedaleko. 

Kto powinien odwiedzić to miejsce? Uważam, że każdy, bo bunkier zrobił  na nas wrażenie. I nie tylko na nas – dorosłych. Nasz siedmioletni syn był bardzo zainteresowany tym miejscem. 

Jego historia, jak prawie wszystko co dotyczy II wojny światowej, przeraża, ale przypomina o walce w imię wolności i miłości do ojczyzny. Okolice są bardzo malownicze, Kaszubski Park Krajobrazowy ma wiele do zaoferowania – w okolicy kilku kilometrów macie najpiękniejsze jeziora na Pomorzu, punkty widokowe, restauracje z regionalnymi daniami i kilka innych ciekawszych miejsc do zobaczenia, które opisze wkrótce.

Lekcja historii, która dotyczy nas wszystkich, zapadająca w pamięć, w pięknych okolicznościach przyrody to super opcja na jednodniowy wypad z rodziną lub przyjaciółmi. Samochodem to maksymalnie godzina jazdy z Trójmiasta, chociaż w weekendy mogą być korki i większa ilość osób na miejscu. Do plecaka koniecznie włóżcie preparat na komary i kleszcze, bo choć wróciłam cała, to czułam że jest tam sporo owadów. Wybierając się w to miejsce, warto wziąć kwiat i złożyć go na grobie, lub pod krzyżem, choć ja nie ukrywam, ale o tym zapomniałam. Z racji małej ilości osób, pewnie nie jest to robione na bieżąco.

Pozostałe atrakcje w okolicy znajdziecie tutaj, choć w związku z dużą ilością materiału w przygotowaniu wpadnijcie za kilka dni, bo z pewnością dorzucę kilka miejscówek.

Partnerem artykułu jest GP Batteries, producent latarek czołowych Discovery.

Komentarze

komentarzy