Muzeum Obrony Wybrzeża na Helu odwiedziłam w tym sezonie dwukrotnie. Półwysep raczej kojarzy się z rozrywką, sportami wodnymi i fokarium, a kryje się tutaj naprawdę ciekawa historia. Muzeum tworzone jest przez prawdziwych pasjonatów, a eksponaty tam prezentowane zainteresują nawet osoby, które nie są fanami historycznych klimatów. Koniecznie zaplanujcie tam wizytę, zwłaszcza po sezonie, kiedy możecie obejrzeć wszystko na spokojnie.

Historia

Półwysep z racji swojego położenia był mocno ufortyfikowanym miejscem. Hel w trakcie kampanii Wrześniowej bronił się najdłużej na naszym Wybrzeżu, bo od 1 września do 2 października. Niemcy po wkroczeniu na półwysep zaczęli poszukiwania ciężkich dział, nie wierząc, że obrońcy Helu, mając cztery armaty Boforsa o kalibrze 152,4 mm, mogli skutecznie trafiać w jednostki nawodne i  bronić się tyle czasu. Dziś możecie poznać te bohaterską historię od podszewki.

Pasja

Obiekt prowadzony jest przez prawdziwych pasjonatów, którzy niejednokrotnie poświęcili na niego swój czas oraz pieniądze. Tereny wojskowe przez lata nie były udostępnione dla osób trzecich. W miarę jak wojsko od kilkunastu lat zaczęło redukować swoją liczebność na terenie Helu, tereny te przestały być pilnowane i rozpoczęła się rabunkowa dewastacja wszystkiego, co dało się sprzedać na złom. Wycięto niemal wszystkie elementy metalowe, wyrwano instalacje, zanieczyszczono pomieszczenia i korytarze. Grupka miłośników helskich militariów, która później utworzyła Sekcję Militarną Stowarzyszenia „Przyjaciele Helu”, zaczęła samowolnie demontować i ukrywać elementy wyposażenia, by choć doraźnie uchronić je przed bezpowrotnym zniszczeniem. Dzięki ciężkiej pracy tych osób, udało się zdobyć środki oraz otworzyć w 2006 roku Muzeum Obrony Wybrzeża. 

Muzeum

Zanim wejdziecie do środka, warto przejść się po plenerowych wystawach znajdujących się wokół obiektu. Na zewnątrz znajduje się strzelania wojskowa, kino polowe, kuchnia polowa oraz wystawa fotograficzna poświęcona kulinariom wojskowym na świecie. Weźcie gotówkę, to będziecie mogli postrzelać! Można tutaj zobaczyć armaty, torpedy i samochody bojowe. Jest tu również jedyna kolejka wojskowa udostępniona cywilom. 

We wnętrzach obiektów muzeum znajduje się ponad 15 stałych wystaw oraz liczne eksponaty. Nie znam się technicznie na tych sprzętach, wrażenie robiły na mnie liczby. Jest tutaj m.in. największa bateria nadbrzeżna świata. Pociski do niej ważyły tonę, a zasięg armaty przekraczał 40 km! W wieży kierowania ogniem znajdują się kolejne ekspozycje, a na szczycie taras widokowy. Najbardziej w pamięć zapadły mi trzy gabinety z autentycznym wyposażeniem medycznym z tamtych lat. Są nawet poradniki jak leczyć rany po postrzałach itp.

Oczywiście, jest również mnóstwo pamiątek z codziennego życia żołnierzy w tamtym okresie. W każdym pomieszczeniu są szczegółowe opisy, na uwagę zasługuje również replika ziemianki. Z pewnością jest to takie miejsce, które można odwiedzić z rodziną, mnóstwo eksponatów zaciekawi najmłodszych odwiedzających. Muzeum można zwiedzać od marca do października. Obiekt ciągle się rozwija, więc na pewno nie było to moja ostatnia wizyta w tym miejscu.

Dnia 11 listopada 2006 roku zarząd Muzeum Obrony Wybrzeża podjął uchwałę o nadaniu Muzeum Obrony Wybrzeża imienia komandora Zbigniewa Przybyszewskiego, bohaterskiego obrońcy Helu, straconego niewinnie w 1952 roku w wyniku sfingowanego procesu przed stalinowskim sądem wojskowym Polskiej Marynarki Wojennej.

Inne atrakcje w województwie pomorskiem znajdziecie TUTAJ.

Oczywiście zapraszam do bieżącego śledzenia moich podróży na INSTAGRAMIE.