Głęboczek Resort&SPA był miejscem, które często przewijało się w rekomendacjach od czytelników. Czas pisania książki był dla mnie bardzo wyczerpujący, jak tylko oddałam cały materiał, z wielką przyjemnością ruszyłam tam, żeby odpocząć. Najpierw kilka słów o samym hotelu, a poniżej o okolicy. Pewnie czytacie z myślą, że jak tylko otworzą hotele, to się gdzieś wybierzecie. Mam dobrą wiadomość, bo hotel Głęboczek funkcjonuje cały czas, realizując pobyty paramedyczne.

Głęboczek Resort&SPA

Obiekt zlokalizowany jest na uboczu, wokół są tylko łąki i jezioro. Zdecydowanie trafił w mój gust, naprawdę się tam zrelaksowałam! Co prawda byłam w najmniej urokliwej porze roku, towarzyszyły mi roztopy i deszcz, ale mimo to okolica była bajeczna. Jest tam bardzo przestrzennie i malowniczo, do wyboru jest kilka rodzajów noclegu. Ja postawiłam na Osadę, ze względu na piękny widok na jezioro i zabudowę z elementami historycznymi. Jako minus mogę wspomnieć, że basen znajduje się w innym budynku, może dla kogoś jest to istotne, mi to akurat bez różnicy. W sezonie jest tam mnóstwo atrakcji: pole golfowe, zewnętrzny basen, prywatna plaża itp. Podrzucam Wam jedną fotę ze strony hotelu (zdjęcie tytułowe), żebyście mogli sobie wyobrazić jak wygląda to latem 🙂 Jest to miejsce luksusowe, ale nie goniące ślepo za trendami – sielskie i dopasowane do lokalnego krajobrazu. Czas spędzałam głównie spacerując nad jeziorem i zwiedzając okolice. Niestety, jak to zwykle u mnie bywa, zabrakło mi czasu na skorzystanie a oferty bardzo polecanego winnego SPA. Spędziłam za to sporo czasu na basenie oraz w saunie, bardzo mi tego brakowało w ostatnich tygodniach.

Wyżywienie w czasie pandemii działa tutaj na zasadzie room service, powiem Wam że w przypadku śniadań to dla mnie genialna opcja, bo nie jestem rannym ptaszkiem. Przy porannej kawce na tarasie, siedząc jeszcze w piżamie, miałam okazję oglądać sarny biegające nad brzegiem jeziora. Do wyboru było śniadanie tradycyjne i fit, próbowałam jednego i drugiego.

Kuchnia

Bardzo rzadko poświęcam osobny akapit, żeby opisać hotelową kuchnię, ale była po prostu fenomenalna, na tyle że z pewnością wrócę tam na obiad, jak tylko będę w okolicach. Prawdziwy Slow Food oparty na regionalnych produktach, wszystko dopracowane jest w najmniejszym szczególe i podane jak małe dzieło sztuki. Jeśli chodzi o kulinaria, to jest to zdecydowanie jedna z najlepszych kuchni hotelowych, jakie miałam okazje jeść.

Pojezierze Brodnickie

To region o ogromnym potencjale, jestem przekonana, że w kolejnych latach mocno rozwinie się turystycznie. To świetna alternatywa dla nieco zatłoczonych Mazur, jest tam dogodny dojazd i ponad 100 jezior! Zwykle jeżdżę szybko autem, ale tutaj jechałam spokojnie, bo cieszyłam oczy krajobrazem, mimo niekorzystnej pogody. Cisza, spokój, jeziora – poczułam się jak za starych, dobrych czasów. Nie jest to region dobry dla żeglarzy, z powodu małej powierzchni jezior oraz wzgórz, które je otaczają są tutaj słabe wiatry. Jest to za to raj dla kajakarzy. Nie udało mi się zwiedzić żadnego z grodzisk, które w tym sezonie pewnie będą otwarte.

Brodnica

Słynie obecnie głównie z tego, że należy do tzw. Zielonych Płuc Polski. To miasteczko z bardzo długą historią, prawa miejskie uzyskało już w 1298 roku. Miasto przeżywało swój rozkwit w XVII wieku, kiedy mieszkała tu Anna Wazówna. Stworzyła w Brodnicy silny ośrodek intelektualny szczycący się tolerancją religijną. Na brodnickim dworze gościła uczonych i pisarzy, których była gorliwą i hojną protektorką. Po rozbiorach trafiło w ręce Prus, a w granice Polski powróciło w 1920 roku. W epoce Polski Ludowej miasto stało się ośrodkiem przemysłowym. Dziś, chociaż jeszcze nieśmiało coraz bardziej przyciąga turystów. W trakcie swojego spaceru w miarę możliwości zwiedziłam miasto. Co można tam zobaczyć? Nietypowy, trójkątny rynek, grobowiec w kształcie piramidy, Bramę Chełmińską z XIV wieku oraz zamek, który niestety ze względu na okoliczności podziwiałam tylko z zewnątrz. Udało mi się również odnaleźć kamienicę, gdzie w piwnicy NKWD przetrzymywało nobliste, Aleksandra Sołżenicyna.

Zamki

Niestety, z powodu pandemii zwiedzanie było niemożliwe, ale myślę że jeszcze wiosną będzie taka opcja. Na pewno warto mieć na liście Kurzętnik, Golub-Dobrzyń i Radzyń Chełmiński. Jeśli postawicie na Głęboczek, to na pewno będziecie mieli któryś z nich na swojej trasie.

Zapraszam do bieżącego śledzenia mojego profilu na instagramie.