Zamość to miasto, które zawsze chciałam zobaczyć. Zastanawiało mnie, co ma w sobie takiego magicznego, że od 1992 figuruje na liście światowego dziedzictwa UNESCO. Dostanie się na nią, to naprawdę ogrom pracy, wiedziałam więc, że muszą dbać o to miejsce ludzie, którzy robią to z pasji i są świetnie zorganizowani. Niepozorne, małe miasteczko nazywane „Padwą Północy” znajduje się w województwie lubelskim.

HISTORIA

Jan Zamoyski, twórca miasta był zafascynowany nowymi założeniami urbanistycznymi i architektonicznymi, które rodziły się w XV wieku we Włoszech. Zamość powstał w 1580 roku i jest fenomenem w dziejach architektury, to jedna z najwybitniejszych realizacji tego typu w Europie. Miasto idealne z założenia miało być piękne, funkcjonalne i bezpieczne i takie właśnie było. Twierdza otoczona była potężnymi fortyfikacjami bastionowymi oraz głęboką na 6 i szeroką na kilkanaście metrów fosą. Nowoczesne umocnienia w stylu nowowłoskim sprawiły, że stawiła skuteczny opór wojskom Bohdana Chmielnickiego oraz wojskom szwedzkim króla Karola Gustawa. To właśnie Zamość, obok Gdańska, Jasnej Góry i Łańcut nie dał się zdobyć Szwedom. Przez lata nazywany był również „małym Gdańskiem”, ponieważ odbywały się tu słynne jarmarki, przyciągające kupców z różnych krajów. Zamość w XVII wieku był miastem wielonarodowym. Mieszkało tu mnóstwo Ormian, Żydzi, Grecy, Hiszpanie, Włosi, Anglicy i Persowie i wszyscy świetnie funkcjonowali wokół siebie.


Stare Miasto

Przepiękny, projektowany we włoskim stylu na wzór miasta idealnego rynek, znajdujące się tam ormiańskie kamienice i nietypowo zlokalizowany ratusz to znak firmowy miasta. To jeden z najwspanialszych placów na Starym Kontynencie. Ma wymiary 100 na 100 metrów, otaczają go podcieniowe kamienice mieszczańskie, a nad wszystkim dominuje charakterystyczny ratusz z 52-metrową wieżą i szerokimi schodami. Codziennie w południe z Ratusza grany jest hejnał na trzy strony świata. Zamojski hejnał nie jest grany w stronę Krakowa, ponieważ według legendy Zamoyski nie lubił tego miasta. Na rynku oraz okolicy jest ponad 200 zabytków. Tak jak nie jestem miłośniczką zwiedzania obiektów sakralnych, tak polecam jeszcze zajrzeć do Katedry Zmartwychwstania Pańskiego. Byłam w trakcie mszy, więc nie robiłam zdjęć.

Strzelnica Artyleryjska

Po historyczno-militarnych klimatach czyli zwiedzaniu dawnych fortyfikacji dotarliśmy do strzelnicy artyleryjskiej, która okazała się spełnieniem marzeń moich dzieci. Tradycyjne stroje, strzelanie z łuku, załadowanie armaty prochem, podpalenie i wystrzał, który słychać w całej okolicy sprawiły, że Zamość wyrył się im w pamięci jako jedno z najciekawszych miast naszej podróży.

Kamienica Czerskiego

Przechodząc przez bramę, już bardzo intensywnie myślałam o tym miejscu. Od lat interesuje się historią, chociaż zawsze w jakiś sposób obciąża mnie to psychicznie. Budynek, przed którym stałam to niepozorna kamienica, ale w jej piwnicach działy się ogromne ludzkie dramaty. Najpierw swoje więzienie prowadziło tutaj gestapo, a następnie NKWD. Weszłam do środka i na pierwszy rzut oka była to zwyczajna piwnica w budynku mieszkalnym, ale okazało się, że są tam idealnie zachowane cele z ręcznie wyskrobanymi napisami na ścianach – kalendarze, modlitwy… Chwyta za serce. Jeśli ktoś chce poznać szczegóły życia w takich miejscach, to polecam starą, sprawdzoną książkę „Zapluty karzeł reakcji”.

GDZIE ZJEŚĆ?

Kultowa restauracja w Zamościu to „Ormiańskie Piwnice”, która jak nazwa wskazuje, mieści się w piwnicy XVII- wiecznej kamienicy Ormiańskiej. Z racji upału jedliśmy w środku, w piwnicy. Klimatyczny wystrój, oryginalne menu zawiera zarówno potrawy z Kaukazu, jak i lokalne dania takie jak zupa z pokrzywy.

Śniadanie jedliśmy w nowo powstałej knajpie Peron. Restauracja powstała w odremontowanym budynku dawnego dworca PKP. Lubię takie miejsca, które popadały w ruinę a udało się je wyciągnąć i zrobić w nich coś ciekawego. Menu jest krótkie, proste i tanie. Idealna opcja na wyskoczenie na sprawdzone, domowe posiłki w dobrych cenach. Trafiliśmy też na bardzo serdeczną i cierpliwą obsługę 🙂

Zamość

Lody BOSKO to teoretycznie nic niezwykłego, ale tuż obok rynku wpadaliśmy tam na deser. Ogromny wybór smaków i porcje podbiły serca moich chłopaków 😉

Przewodnik

Rzadko korzystam z usług przewodnika, zwykle sama godzinami wertuje informacje i potem oglądam to, co mnie zaciekawi. Zamość jest jednak takim miastem, w którym bardzo rekomenduje ze skorzystania z takiej opcji! Miasto, w którym dosłownie każda rzecz ma swoją historię, jest to ogrom informacji, jakich nie zaczerpniecie z przewodników. Pan Wojtek oprowadził nas krótko, ale bardzo ciekawie, dostosował się do tego, jak chcemy zwiedzać. Gwarantuje Wam, że godzinka czy dwie z nim są warte więcej, niż wielogodzinne spacery samemu.

Niestety, na miejscu byliśmy przelotem na jeden dzień. Nie zdążyliśmy zobaczyć więcej, a na pewno dałoby się jeszcze zorganizować jeden dynamiczny dzień zwiedzania. W tym roku jadę jeszcze na Roztocze, więc może uda mi się to nadrobić. Komu polecam Zamość? Każdemu, kto jest w tych okolicach. Nawet jeśli macie godzinkę drogi do nadrobienia i mało czasu na miejscu, to na pewno nie pożałujecie, bo to miasto trzeba zobaczyć. Zwiedzanie nie jest nudne, więc dacie radę nawet z dziećmi.

Zapraszam do bieżącego śledzenia naszego profilu na INSTAGRAMIE.

Inne atrakcje w okolicy znajdziecie TUTAJ.

Komentarze

komentarzy